Rozhulaj swój projekt razem z nami!
  • 68Wspierających
  • 7 635 plnZebrane
  • 119%
  • ZAKOŃCZONO SUKCESEM
119% Complete

Projekt udany. Dziękujemy za wsparcie!

O czym jest książka?

"Levante" to prawdziwa powieść drogi – przenosimy się z Poznania do Maroka, potem – w sensacyjnych okolicznościach – trafiamy do Andaluzji, by następnie zahaczyć o Kraków i wrócić do małego pueblo blanco – Vejer (notabene życiowej przystani samej Niewińskiej). Ta droga jest dla bohaterki powieści, Alicji, próbą znalezienia sensu w tak nagle zdekonstruowanym życiu, ale doskonale wiemy, że zadanie to niełatwe. Nie tylko z powodu prawdziwego levante, który myli tropy i plącze myśli, ale bardziej chyba z powodu bohaterki, która sama jest jak levante – nie umie przystanąć, zastanowić się, wybrać właściwą drogę, lecz oderwana od pozornych korzeni, w które tak wierzyła, staje się chaosem, a szukając spełnienia, niesie tylko zniszczenie.

Fragment recenzji książki "Levante" z bloga Zupełnie Inna Opowieść

 

Andaluzyjskie pueblo blanco, w którym rozgrywa się akcja "Levante" - fot. Rafał Meszka

Dlaczego "Levante" potrzebuje wsparcia?

Duże wydawnictwa nie nadążają za potrzebami rynku, czytelników i autorów, dlatego zdecydowałam się na współpracę z innowacyjnym, poznańskim wydawnictwem Bookflow. Żeby jednak zamienić słowo w ciało czyli zdania i akapity w książkę potrzebuję waszego wsparcia. Dlatego każdy, kto zdecyduje się dorzucić kilka złotych do skarbonki, może liczyć na coś więcej niż miłe słowo i uśmiech autorki. Dostajecie książkę, ale też imienne podziękowania, pocztówki napisane i wysłane przeze mnie, autorkę książki do was lub do waszych bliskich, osobistą dedykację, a nawet możliwość prawdziwej, nie tylko książkowej czy wirtualnej podróży po andaluzyjskim pueblo blanco, w którym dzieje się akcja książki, a ja obiecuję, że będę waszym przewodnikiem. 

 Na co zbieramy do skarbonki?

Zbieramy pieniądze potrzebne na projekt okładki, korektę, skład oraz druk. Dzięki temu czytelnicy wspierający ten projekt dostaną książkę, a wasi bliscy, znajomi i nieznajomi będą ją mogli kupić w księgarniach. Każdemu, kto kocha dobrą literaturę wieczorem do poduszki, przy lampce wina - chcę dać opowieść, która o czymś przypomni, czymś zadziwi, a na pewno niejednego zaskoczy. Dzięki wam i waszemu wsparciu już za chwilę będę mogła zasiąść do pisania kolejnej książki, a niebawem na pewno zobaczymy się podczas spotkania autorskiego! Być może niektórzy z was, wspierających projekt, dostaną powieść "Levante" prosto z moich rąk. 

 

Fot. Rafał Meszka

Fragment książki

Budzę się z bólem głowy. Uświadamiam to sobie jeszcze zanim otworzę oczy. Levante, powiedział wczoraj wieczorem mężczyzna wynajmujący mi pokój w Vejer. Nie bój się, to levante znów nadchodzi. Mam nadzieję, że nie przyjechałaś tu surfować, hija, bo nie będzie fal. Ani jutro, ani przez następnych kilka dni. My tutaj umiemy żyć, nawet żywioł nie jest w stanie nam w tym przeszkodzić. A teraz idź spać, jak nie będziesz mogła zasnąć, wypij kieliszek sherry. Levante przynosi sny. Stawy cię bolą, nie? Dobrze, ale gdyby bolały, napij się sherry. To tylko levante, źle śpią ludzie, budzą ich sny, nie bój się, to nic strasznego, hija, zamknij okiennice na noc. Jak nie będziesz mogła zasnąć, idź do baru, na dole. My tu jesteśmy bezpieczni, tu nikt nie kradnie, nie morduje, tu się nic nie dzieje. To jest bardzo spokojne miasteczko, czasem tylko ten levante...

Obudziłam się i już wiedziałam, czym jest levante. W nocy musiałam zamknąć okiennice, bałam się, że wiatr je wyrwie z zawiasami. Teraz wieje jeszcze mocniej. Levante, powiedział stary, przynosi sny. To wiatr, który otula senną, zmęczoną głowę gęstą powłoką wspomnień, które być może nie miały miejsca. To sen, który mógł być twoją przeszłością. To zapowiedź tego, co mogłoby się zdarzyć albo zdarzyło się tylko w twojej głowie.

Wiatr pędzący z prędkością czterdziestu kilometrów na godzinę pośród uliczek białego miasta na szczycie góry. A więc to jest Vejer. Jakże inne od Kadyksu, inne od tego, co dotąd widziałam. Z łatwością można się tu zgubić, plan starego miasta przypomina bardziej marokańskie mediny, niż europejską zabudowę. Dziadek dał mi mapę, choć po doświadczeniu z Maroka i tak wiem, że nie bardzo mi się tu przyda. Białe, wąskie uliczki otaczają zamek i kościół, wijąc się wzdłuż murów, z których widoki dwieście metrów w dół zapierają dech w piersiach. Pośrodku tej plątaniny zamek, usytuowany na najwyższym punkcie wzgórza. Nie wiem, co piękniejsze – to miasto, jego niespokojna, rozedrgana wiatrem atmosfera, czy świadomość, że jestem tak blisko spełnienia. Gubię się pośród białych zaułków, wydaje mi się, że śnię, ale wystarczy rozłożyć dłonie na szerokość ramion i dotknąć murów, żeby się przekonać, że to naprawdę.


KOMENTARZE
19.10.2017

dofinansuj
projekt

POMAGAM ROZHULAĆ I WYBIERAM:

avatar

Edyta Niewińska

Andaluzja

Autorka wydanego w 2012 roku "Kosowa" oraz opowiadania "One night stand" zamieszczonego w zbiorze "Bookopen", scenarzystka filmowa. Mieszka w Andaluzji, nie boi się mówić o lękach współczesnych trzydziestolatków i trudnych związkach międzyludzkich. Kobiece wcielenie Hanka Moody’ego – podróżuje, pije, pali, ignoruje problemy.